Nieodczuwalny ubytek

  



(C) Zdjęcie autorstwa matrianklw

Badacze z College`u Stanowego w Pensylwanii udowodnili, że wykreślenie nawet do 800 kalorii z codziennego jadłospisu może pozostać niezauważone.

Doktor Barbara Rolls tak skrótowo opisuje przebieg eksperymentu: – Obniżyliśmy wielkość porcji oraz liczbę kalorii w podawanych posiłkach, a badani nie odczuwali różnicy.

24 kobiety w wieku między 19 a 35 r. ż były zapraszane do laboratorium, gdzie jadły śniadanie, lunch i kolację przez dwa następujące po sobie dni tygodnia (każdego tygodnia przez miesiąc). Badacze dostarczali kobietom również przekąski do zabrania do domu. Menu serwowane w ciągu dwóch dni było identyczne, kolejne tygodnie różniły się jednak kalorycznością i wielkością porcji. Posiłki były w wersji standardowej lub lekkiej. W wersji lekkiej wielkość posiłków spadła o 25 procent a ich zawartość kaloryczna (dzięki wykorzystaniu warzyw i owoców) o 30 procent. Średnio rzecz biorąc, kobiety przyjmowały więc 800 kalorii dziennie mniej niż wcześniej.

Badacze mierzyli poczucie sytości i głodu przed, po oraz w trakcie dwudniowych sesji. Jak się okazało, badani nie odczuwali istotnej różnicy między otrzymywanym menu i nie rekompensowali sobie mniejszej zawartości energetycznej podjadając między posiłkami lub jedząc więcej kolejnego dnia. Mniejsze i mniej kaloryczne posiłki były równie satysfakcjonujące jak duże i pełne pustych kalorii. Zdaniem badaczy, to kolejny argument, jak łatwo można redukować spożycie zbędnych kalorii poprzez włączenie do jadłospisu podobnej ilości warzyw i owoców. Badania przedstawiono na konferencji poświęconej problematyce odchudzania, która odbyła się w listopadzie w Kansas.

  

Michał Parzuchowski
Michał Parzuchowski jest asystentem w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie. Prowadzi badania nad konsekwencjami narzekania. Fan muzyki indie, piłki nożnej i pokera. Życiorys

Powiedz mi ile zjadasz a powiem Ci gdzie mieszkasz…

  



(C) Zdjęcie autorstwa awhiffoflemongrass

Amerykanie borykający się z problemem epidemii otyłości postanowili dokładnie zbadać doświadczenia Francuzów…

Naukowcy z USA i Francji połączyli swe siły w projekcie badającym ilość spożywanych pokarmów po obu stronach oceanu. Francja słynie z potraw bogatych w tłuszcz i jednego ze smuklejszych społeczeństw na świecie. Amerykanie borykający się z problemem epidemii otyłości postanowili dokładnie zbadać doświadczenia Francuzów. Uczeni porównali ilość jedzenia stosowaną w przepisach kucharskich oraz podawaną w restauracjach i barach.

Zdaniem profesora Paula Rozina z Uniwersytetu w Pensylwanii, Europejczycy mimo wysokotłuszczowej diety przyjmują mniej kalorii od Amerykanów. Przeciętna porcja podawana w lokalu w Paryżu wynosiła 277 gramów, zaś w Filadelfii o 25 procent więcej, bo aż 346 gramów. Wyniki badań zespołu Rozina opublikował przegląd „Psychological Science”.


  

Michał Parzuchowski
Michał Parzuchowski jest asystentem w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie. Prowadzi badania nad konsekwencjami narzekania. Fan muzyki indie, piłki nożnej i pokera. Życiorys
Teksty związane z tym tematem:

Przemoc w imię Boga

  



(C) Zdjęcie autorstwa Cohort_33

„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz.” (ewangelia według św. Mateusza, rozdział 10:34).

„Odziany jest w szatę we krwi skąpaną, a imię Jego nazwano: Słowo Boga. A z Jego ust wychodzi ostry miecz, by nim uderzyć narody: On paść je będzie rózgą żelazną i On wyciska tłocznię wina zapalczywego gniewu Wszechmogącego Boga. A na szacie i na biodrze swym ma wypisane imię: KRÓL KRÓLÓW I PAN PANÓW.” (Apokalipsa św. Jana, rozdział 19)

Począwszy od Wypraw Krzyżowych a skończywszy na atakach terrorystycznych – historia pełna jest konfliktów na tle religijnym. Przemoc w imię Boga była i jest obecna w naszej rzeczywistości. Dlaczego? Jak może to wynikać z powyższych przykładów, Słowo Boże usprawiedliwia stosowanie przemocy.

Powyższe stwierdzenia, oderwane od kontekstu, mogą zostać rzeczywiście odebrane jako zachęta do przemocy. W badaniach przeprowadzonych do tej pory udowodniono, że przekazy zawierające elementy przemocy zwiększają agresywność u ich odbiorców. Analizy dokonywano w oparciu o programy TV, filmy czy gry komputerowe ale nie w oparciu o tekst. Brad Bushman z Uniwersytetu Michigan wraz ze współpracownikami z innych uczelni (R. Ridge, E. Das, C. Key, G. Busath) postanowili sprawdzić czy tę sam efekt wystąpi dla tekstów pisanych, w dodatku religijnych. W oparciu o dane stwierdzające, że identyfikacja z bohaterem agresywnym (zob. „Gdybym był wojownikiem”) i usprawiedliwiona agresja (np.: „sam się prosił o to aby dostać”) zwiększają przemoc odbiorców, założono, że tekst biblijny zawierający przemoc zwiększy agresję badanych bardziej niż tekst historyczny o tej samej tematyce. Ponadto, poziom agresji zwiększy się jeszcze bardziej wtedy kiedy agresja będzie usprawiedliwiona przez Słowo Boże. Stopień wzrostu agresji uzależniono od tego czy badani byli religijni. Oczekiwano wyższego efektu dla wierzących.
Eksperymenty rozpoczęto od zebrania deklaracji uczestników na temat stopnia ich religijności. Następnie dano im do przeczytania tekst. Jedna część badanych otrzymała informację, że skrypt pochodzi z Biblii a druga, że ze starożytnych pism. Historia, utrzymana w starożytnych czasach, opowiadała o parze podróżującej z miejscowości Benjamin to Gibeah w Izraelu. Po dotarciu na miejsce, podróżni zostali zaatakowani przez tubylców. Kobieta poniosła śmierć a mężczyzna powrócił do rodzinnego miasta z zamiarem odwetu na mordercach. W tym miejscu połowie badanych dołączono do historii 2 zdania, w których mężczyzna modlił się do Boga, a ten nakazał mu dokonanie wendety na napastnikach. Historia zakończyła się krwawą wojną z licznymi ofiarami… W drugiej części eksperymentów, badani byli poddawani procedurze z wykorzystaniem rzetelnego narzędzia do mierzenia agresji, wykorzystywanego już w pracach Bushmana. Ich zadaniem było wzięcie udziału w pojedynku, którego celem było jak najszybsze naciśnięcie klawisza po wezwaniu prowadzącego. Rywalizacja składała się z 25 prób. Zwycięzca każdego etapu mógł „ukarać” przegranego strumieniem dźwięku przesłanego do jego słuchawek. Poziom głośności był ustalany przez badanych na skali od 0 do 10, przy czym poinformowano ich, że siła dźwięku od 8 poziomu może być już szkodliwa dla ucha. Ustalenie poziomu głośności świadczyło o poziomie agresji badanego. Celem całej procedury było określenie jak przeczytanie tekstu zawierającego przemoc wpłynęło na poziom agresji u badanych.
Wyniki potwierdziły hipotezy. W badaniu z udziałem wierzących, tekst biblijny bardziej podnosił agresję niż skrypt starożytny. Wzrost agresji był jeszcze bardziej zauważalny jeśli Bóg usprawiedliwiał przemoc i nakazywał jej dokonanie. W warunku z osobami niewierzącymi, poziom agresji wzrastał wtedy jeśli Bóg sankcjonował zemstę ale tylko w sytuacji kiedy tekst pochodził z Biblii. Jeśli badani byli poinformowani, że czytają skrypt starożytny to efekt nie zachodził.

Badani deklarujący przynależność religijną utożsamiali się z informacją, że tekst pochodzi z Biblii, co prowadziło do zwiększenia ich poziomu agresji.

Wyniki są potwierdzeniem wcześniejszych badań, w których dowiedziono, że identyfikacja z bohaterem używającym przemoc wzbudza silniejszą agresję u obserwatora. Tutaj mamy do czynienia z wierzącymi, którzy silniej reagują na biblię. Usprawiedliwienie dla przemocy także prowadzi do wzrostu agresji, co widać po reakcjach badanych na boże przyzwolenie (bez względu na ich wiarę!).
Pisma religijne nie mają na celu promowania przemocy jednak wyłowienie fragmentów wyrwanych z kontekstu może sprawiać takie wrażenie. Ludzie, którzy na ich podstawie tłumaczą swoją przemoc (jako wolę boga), z pewnością zachowują się bardziej agresywnie od innych. Identyfikacja z obiektem stosującym przemoc i usprawiedliwienie tego typu zachowań to 2 podstawowe czynniki wpływające na wzrost agresji u ludzi.

  

Grzegorz Kosiński
Student SWPS w Sopocie. Pasjonat koszykówki i psychologii sportu. Prowadzi własny blog o lidze NBA: turnover.pl

Kiedy lepiej widzieć szklankę w połowie pustą a kiedy w połowie pełną?

  



(C) Zdjęcie autorstwa TheXenon

Budzi nas nieśmiały promyk słońca wpadający do pokoju. Podnosimy się, wyglądamy za okno i widzimy, że będzie piękny, słoneczny dzień. Nie mija nawet minuta, a nasz melancholijny nastrój zostaje zburzony przez myśl o czekającym nas egzaminie. Zostały tylko 2 dni na naukę, a my w ogóle nie możemy się zabrać do pracy. Trzeba się jednak zmusić i przełamać opór. W końcu za kilka dni wakacje… Gdy już znajdziemy się w takiej lub podobnej sytuacji to sięgamy po różne techniki mobilizacyjne. Jedną z nich może być skoncentrowanie się na tym jak wiele nam jeszcze pozostało do zrobienia („jeszcze 9 rozdziałów, trzeba się sprężyć”), a inną jak wiele już udało nam się zrobić („nauczyłem się już 9, dobrze mi idzie”). Która z tych taktyk jest skuteczniejsza? Jak to zwykle w psychologii bywa – to zależy.

Badacze z Uniwersytetu Chicago, Minjung Koo i Ayelet Fishbach wyróżnili 2 czynniki skłaniające człowieka do realizacji założonego celu. Pierwszym z nich jest poziom zaangażowania w zadanie a drugim stopień realizacji celu (model 2×2). Potocznie sądzi się, że tylko brak postępów prowadzi do zwiększenia motywacji ale okazuje się, że informacja o tym ile już udało nam się zrealizować ma taki sam efekt. Badacze postanowili sprawdzić jak poziom zaangażowania będzie wpływał na skuteczność powyższych technik mobilizacyjnych, zakładając, że zaangażowanie może przyjmować 2 wartości: pewne („chcę coś zrobić”) vs. niepewne („nie jestem pewien swojego zaangażowania w sprawę”). Innymi słowy, czy jeśli mam do zaliczenia egzamin z przedmiotu, który mnie interesuje to lepiej jest się skoncentrować na tym ile już się nauczyłem, czy ile jeszcze materiału mi pozostało? A jeśli za danej czynności nie lubię? Jak się wtedy zmobilizować?
Naukowcy przeprowadzili 4 eksperymenty. W dwóch z nich, badani realizowali cele indywidualne a w pozostałych zachęcano ich do wspierania inicjatyw społecznych. Zakładano, że bez względu na warunek, zachowają się tak samo w obu przypadkach.
W badaniu z kontekstem indywidualnym, uczestnicy byli zaznajamiani z poniższym scenariuszem. Student, który niedawno zakończył studia pozostawił po sobie kartę stałego klienta uniwersyteckiej księgarni. Zgodnie z jej zasadami, po dokonaniu 12 transakcji, klient otrzymywał upominek. W warunku wysokiego zaangażowania, badany mógł kupić podręczniki akademickie po obniżonej cenie, a w warunku niskiego zaangażowania, otrzymywał bonifikatę na gadżety z logo uniwersytetu. Stopień realizacji celu był ukazany na karcie stałego klienta. Na jednej wersji widniała informacja, że potrzeba jedynie 6 transakcji do otrzymania nagrody a na drugiej, że zebrano już 6 paragonów z 12 uprawniających do promocji. Badanym wręczano do rąk prawdziwą kartę pochodzącą z księgarni. Po zapoznaniu się ze scenariuszem, uczestnicy mieli ocenić swój poziom zainteresowania akcją promocyjną na skali od 1 do 7. Zaobserwowano interakcję zmiennych. Zgodnie z oczekiwaniami, badani wykazywali wyższą chęć udziału w akcji promocyjnej jeśli ich zaangażowanie było wysokie a otrzymywali informację, że potrzeba jeszcze 6 transakcji do otrzymania nagrody. Podobny wzrost motywacji zaobserwowano, jeśli zaangażowanie badanych było niskie a dowiadywali się, że są już w posiadaniu 6 z 12 transakcji.
Przedmiotem eksperymentu, w warunku społecznym, była akcja zbiórki pieniędzy na cele charytatywne. Grupę wysokiego zaangażowania stanowili ludzie, którzy znaleźli się na liście aktywnych dawców i już nie raz finansowo wspierali podobne przedsięwzięcia. Na liście osób o niskim zaangażowaniu znaleźli się ci, którzy jeszcze nie dokonali żadnej wpłaty na konto fundacji. Do obu grup wysyłano list z prośbą o dofinansowanie akcji na rzecz pomocy dzieciom, ofiarom wirusa HIV. W liście zawarto cel kampanii i stopień jej realizacji (na rysunku).

W podpunkcie „a” określono ilość zebranych pieniędzy a w „b” ile pozostało jeszcze do zebrania. Hipoteza została potwierdzona. Informacja „to-go” bardziej mobilizowała regularnych dawców do dokonania wpłat, podczas gdy warunek „to-date” motywował tych co jeszcze nigdy nie uczestniczyli w podobnej akcji.
Powyższe badania prowadzą do następujących wniosków. Jeśli pragniemy zrealizować cel dla nas ważny (praca magisterska) to bardziej do celu przybliży nas informacja o tym ile musimy jeszcze wykonać. Natomiast jeśli musimy wykonać czynność, za którą nie przepadamy (np.: sprzątanie), to bardziej pomocna będzie wiadomość jak bardzo zbliżyliśmy się do zakończenia działania. To może podnieść nam motywację nawet przy niechcianym zadaniu. Nie warto z kolei skupiać się na tym, ile pozostało nam do wykonania w warunku niskiego zaangażowania (podczas sprzątania) bo to nam tylko zaszkodzi.
Lepiej widzieć szklankę w połowie pełną gdy chcemy się zmotywować do czynności, za którą nie przepadamy, a w połowie pustą gdy robimy to co lubimy.

Bibliografia
Fishbach, A., Koo, M. (2008). Dynamics of self-regulation: How (un)accomplished goal actions affect motivation, Journal of Personality and Social Psychology, 94, 2, 183-195.

  

Grzegorz Kosiński
Student SWPS w Sopocie. Pasjonat koszykówki i psychologii sportu. Prowadzi własny blog o lidze NBA: turnover.pl