Efekt Mozarta nie istnieje
Czy wiesz, że?, Neurobiologia, Psychologia, Slideshow — Autor: Rafał Marszałek 17 sierpnia 2010 | 1,135 odsłon
Wieść gminna niesie, że puszczanie muzyki Mozarta nowonarodzonym maluchom zwiększa ich inteligencję – geniusz mistrza spływa przez membrany głośników wprost do ich małych główek i przestawia im neurony. O efekcie Mozarta większość z nas kiedyś słyszała – jest to legenda miejska, która ma już blisko 30 lat, i wygląda na to, że prędko się nie zestarzeje.
A wszystko zaczęło się w 1993 roku od pracy autorstwa Rauscher et al. opublikowanej w Nature (co niewątpliwie pomogło temu memowi prędko rozprzestrzenić się po świecie). W pracy tej badacze opisali, jak puszczanie studentom muzyki Mozarta – a ściślej jego sonaty D-dur na dwa fortepiany – zwiększa ich zdolności kognitywne.
Czy puszczałaś/eś dziecku muzykę Mozarta?
- Nie mam dziecka (74%, 32 Votes)
- Tak (12%, 5 Votes)
- Nie słyszałam/em o efekcie Mozarta (9%, 4 Votes)
- Nie (5%, 2 Votes)
Total Voters: 43
No i rozpętało się muzyczne pandemonium.
Najpierw dwa słowa o oryginalnym badaniu: studentom w trzech grupach puszczano albo muzykę Mozarta albo powtarzającą się melodię relaksacyjną albo też nie puszczano im niczego. Następnie poddawano ich mierzącemu inteligencję testowi Stanforda-Bineta: według autorów studenci, którzy słuchali Mozarta wykazywali krótkotrwały wzrost IQ o 8-9 punktów.
Było to zresztą badanie wstępne, a autorzy sami zwracali uwagę na to, że interesujące byłoby sprawdzenie, jak to się ma do innych kompozytorów, a także porównanie efektu pomiędzy muzykami, a ludźmi bez wykształcenia muzycznego. No i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jeden mały szkopuł – kolejne badania innych, niezależnych badaczy, mające na celu weryfikację rezultatów, nie zweryfikowały niestety niczego. Rauscher próbowała w kolejnej publikacji kilka lat później zwalić winę na niejednorodny sposób podejścia do tematu. Zaproponowała też nowy test, który miał mierzyć rozumowanie czasowo-przestrzenne u badanych.
W 1999 roku temat znowu otarł się o Nature – badacze ze Stanów i Kanady próbując odwzorować dokładnie eksperyment Rauschner nie dali jednak rady uzyskać tych samych wyników. Rauschner wielokrotnie broniła jednak swoich rezultatów, powtarzając też, że nigdy nie twierdziła, że słuchanie Mozarta zwiększa inteligencję, a jedynie że krótkotrwale wzmacnia pewne zdolnosci kognitywne.
Kilka tygodni temu w piśmie Intelligence pojawiła się meta-analiza naukowców z Wiednia, wykazująca na podstawie dostępnej w temacie literatury, że efekt Mozarta nie istnieje. Warto jednak dodać (i wybić z dłoni Rauschner ten argument o błędnej interpretacji jej badań), że zdaniem autorów Mozart nie tylko nie zwiększa inteligencji, ale przede wszystkim nie zwiększa też zdolności kognitywnych u badanych.
Pytanie, dlaczego tak się rozwodzę nad całym tym humbugiem. Otóż problem z nauką polega na tym, że bardzo łatwo jest w mass-mediach przekręcić znaczenie odkrycia. Rauschner pisała o krótkotrwałej poprawie zdolności kognitywnych, a gdzieś w tłumaczeniu z naukowego na laicki został zgubiony sens tej pracy. Najpierw felietonista New York Timesa Alex Ross żartobliwie rzucił, że słuchanie Mozarta naprawdę czyni was mądrzejszymi. Potem w kolejnych latach kolejne gazety powracały do różnych badań Rauschner, a wpływ efektu Mozarta na rozwój inteligencji u dzieci stawał się coraz większy.
Apogeum absurdu osiągnięto chyba w 1998 roku, gdy gubernator Georgii Zell Miller zaproponował, aby w budżecie stanu zarezerwować ponad 100 tysięcy dolarów na płyty i kasety z muzyką klasyczną, którymi miały być obdarowywane nowonarodzone dzieciaki. W trakcie posiedzenia nad budżetem Miller puścił zresztą na użytek innych uczestników posiedzenia Odę do Radości Bethoveena, a następnie zapytał: Nie czujecie się teraz mądrzejsi?.
Natomiast w opublikowanej niedawno książce 50 wielkich mitów popularnej psychologii efekt Mozarta zajął zaszczytne szóste miejsce.
Czyli nie, jeśli chcecie mieć mądrzejsze dzieci, każcie im czytać więcej książek zamiast oglądania kreskówek na okrągło. Dbajcie o ich dietę i zdrowy rozwój. Znajdujcie sposoby na poszerzanie horyzontów. Bo nie ma żadnych magicznych sztuczek, które zwiększyłyby ich inteligencję z dnia na dzień tylko przez słuchanie muzyki. Co nie oznacza, że nie należy słuchać Mozarta. Bo nawet jeśli słuchanie jego muzyki nie czyni nas geniuszami, to nie można powiedzieć, że on geniuszem nie był. Na koniec więc, po prostu dla przyjemności (lub dla ciekawskich w ramach testu), sonata D-dur na dwa fortepiany:
Rauscher, F., Shaw, G., & Ky, C. (1993). Music and spatial task performance Nature, 365 (6447), 611-611 DOI: 10.1038/365611a0
Steele, K., Bella, S., Peretz, I., Dunlop, T., Dawe, L., Humphrey, G., Shannon, R., Kirby, J., & Olmstead, C. (1999). Prelude or requiem for the ‘Mozart effect’? Nature, 400 (6747), 827-827 DOI: 10.1038/23611
Pietschnig, J., Voracek, M., & Formann, A. (2010). Mozart effect–Shmozart effect: A meta-analysis Intelligence, 38 (3), 314-323 DOI: 10.1016/j.intell.2010.03.001
Artykuł pochodzi z nicprostrzego.wordpress.com





Udostępnij na Facebook!
Dodaj na Tweeter
Czytaj przez RSS



10 Komentarzy
zastanawiam się jak to się ma do efektów badań prowadzonych przez Maseru Emoto, który też “korzystał” z Mozarta…
Dobrze mówi?
2
0
Ma się to wyników Emoto bardzo prosto. Japończyk mówi, że tej wodzie kazał słuchać Mozarta i pokazuje ładne zdjęcie kryształków. Tyle. Ci co chcą wierzyć w jego teorie są przekonani – cała reszta robi “facepalm”. Mnie tam jakoś nie przekonuje ktoś, kto chwali się tytułem doktora, ale nie wspomina, że tytuł wywalczył w dziedzinie medycyny alternatywnej na bardzo ciekawej “uczelni”. Polecam młodego fizyka: http://mlodyfizyk.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?486646
Dobrze mówi?
1
0
Pan Emoto to kontrowersyjna postać. Podobnie jest z jego odkryciami. Sam określa się naukowcem, jednak wiele osób zarzuca mu zwykłą szarlatanerię. Dobrym przykładem jest fakt, że znalezienie jego publikacji w recenzowanych czasopismach naukowych, graniczny z cudem. Krótki opis działalności Pana Emoto http://mlodyfizyk.blox.pl/2007/02/Dziekuje-ty-glupku.html rzuca się sporym cieniem na jego osobę.
Dobrze mówi?
0
0
Niezła synchronizacja czasowa naukowego sceptycyzmu ;)
Dobrze mówi?
1
0
Prawie jak w pływaniu synchronicznym ;)
Dobrze mówi?
1
0
“Czyli nie, jeśli chcecie mieć mądrzejsze dzieci, każcie im czytać więcej książek zamiast oglądania kreskówek na okrągło.”
Gdzie dowód, że akurat TO ma być skuteczne?
Dobrze mówi?
2
3
Cóż jeśli potrzebujesz dowodów na to, że czytanie książek, to skuteczny sposób na poszerzanie wiedzy, to nie zbyt różowo widzą twoją przyszłość.
Dobrze mówi?
2
2
I bardzo dobrze! Nie przyjmujmy niczego za prawdę objawioną bez dowodów – tylko dlatego, że “przecież wszyscy to wiedzą”.
Dobrze mówi?
1
1
Witam
tu nie chodzi o to, by nowonarodzonym dzieciom puszczać Mozarta, ale nawet już w okresie prenatalnym to, jakiej muzyki słucha mama, ma ogromne znaczenie dla tworzenia się neuronów i kształtowania połączeń neuronalnych w mózgu dziecka.Może tu w kwestii samego Mozarta też “drobne” zafałszowanie!POlecam film “Urodzony geniusz”, tam jest to świetnie objaśnione:)
Dobrze mówi?
1
0
A są jakieś badania potwierdzające to stwierdzenie: “już w okresie prenatalnym to, jakiej muzyki słucha mama, ma ogromne znaczenie dla tworzenia się neuronów i kształtowania połączeń neuronalnych w mózgu dziecka”?
Dobrze mówi?
1
0
Cytowane przez: