Technologie Zdrowie

Koniec z igłą i strzykawką – czas na rewolucję!

U wielu z nas sama myśl o szczepieniu wywołuje gęsią skórkę. Ta igła, która wydaje się nagle nienaturalnie długa i gruba. Ten strach przed bolesnym ukłuciem. To przedziwne uczucie wtłaczania płynu pod warstwę skóry. Na szczęście, po ponad 160 latach od opatentowania igły i strzykawki, naukowcy postanowili udoskonalić metodę podawania szczepionek. Nadchodzi era Nanopatch – bezigłowego „plastra”, którego zalety wprawiają w osłupienie.

Nanopatch jest wykonany na krzemowym kwadracie, a właściwie kwadraciku, o boku 4 mm z ponad 3000 mikroskopijnymi wypustkami. Każda wypustka ma długość około 0,1 mm i jest pokryta tzw. liofilizowaną, czyli wysuszoną, szczepionką. Aby się zaszczepić, wystarczy za pomocą bardzo prostego aplikatora przyłożyć Nanopatch do skóry. Po niespełna minucie można go „odkleić” i wyrzucić. Prosto, szybko i bezboleśnie!

A) Rozmiar nanopatch B) Miejsce perforacji skóry ucha myszy po zastosowaniu nanopatch (C) PLOS One

A) Rozmiar nanopatch B) Miejsce perforacji skóry ucha myszy po zastosowaniu nanopatch (C) PLOS One

Jednak to nie jedyne zalety tej alternatywy dla igły i strzykawki. Dzięki temu, że wypustki nie są widoczne gołym okiem i Nanopatch wyglądem przypomina plaster, jest on idealnym rozwiązaniem dla wszystkich, którzy panicznie boją się igieł. Chorobliwy strach przed igłami i ostrymi przedmiotami (czyli aichmofobia) według różnych źródeł dotyka od 10 do 20% populacji. Oznacza to, że nawet co piąta osoba może borykać się z tym problemem. Jest to o tyle istotne, że takie osoby mogą celowo unikać szczepień, a szczepienia niestety mają to do siebie, że im mniej osób im się podda, tym są mniej skuteczne.

Badania przeprowadzone do tej pory przez twórców Nanopatch – naukowców z Uniwersytetu w Queensland, pokazują, że te nowe rozwiązanie jest również bardziej skuteczne. Wypustki przebijają się przez martwy naskórek i docierają do warstwy znajdującej się tuż pod nim, gdzie występują tysiące komórek związanych z układem odpornościowym. Są to przede wszystkim komórki Langerhansa. Gdy komórki te napotykają antygen, w tym przypadku wprowadzony w formie szczepionki, przemieszczają się do węzłów chłonnych i aktywują limfocyty Th, zapoczątkowując reakcję odpornościową. Igła natomiast, ze względu na swoje rozmiary, pomija tę warstwę. Prawdopodobnie właśnie przez to wiele szczepionek odrzucono jako uznane za nieskuteczne, gdyż nie wywoływały wystarczająco silnej odpowiedzi. Teraz ich działanie będzie ponownie sprawdzane z zastosowaniem Nanopatch.

Najczęściej głównym problemem wszystkich udoskonaleń w dziedzinie nowych technologii skupiających się na miniaturyzacji i wykorzystujących najnowsze osiągnięcia nauki jest ich cena. Nie ma wątpliwości, że są świetne, ale zwykle mało kogo na nie stać. W tym przypadku jest odwrotnie. Do wytworzenia Nanopatch wykorzystano metodę głębokiego trawienia krzemu DRIE (Deep Reavtiv Ion Etching), którą stosuje się na skalę przemysłową w produkcji półprzewodników, więc jest ona powszechna i relatywnie tania. Z kolei aplikator wielokrotnego użytku, to trochę plastiku i sprężyna, prawie jak w długopisie. Jednak największy koszt, to sama szczepionka i tutaj mamy pewien przełom – okazuje się, że ten niewinnie wyglądający „plaster” wykorzystuje 100 razy mniejszą dawkę szczepionki do wywołania takiej samej reakcji odpornościowej, co standardowa igła i strzykawka. Dzięki temu, jedna dawka szczepionki kosztującej 50 zł, z zastosowaniem Nanopatch będzie kosztowała 50 gr. Robi różnicę, prawda?

Jest jeszcze jedna cecha, która robi ogromną różnicę – stan skupienia. Obecnie szczepionki podaje się w formie płynnej, która wymaga ściśle określonych warunków przechowywania i transportu. To tzw. łańcuch chłodniczy – każda szczepionka od momentu wyprodukowania aż do podania musi być przechowywana w chłodzie. I to odpowiednim chłodzie, ani zbyt dużym, ani zbyt małym, gdyż wtedy straciłaby swoją aktywność, czyli możliwość wywołania reakcji odpornościowej i stałaby się bezużyteczna. Jest to bardzo problematyczne, szczególnie w krajach rozwijających się, w których opcje logistyczne są dość ograniczone. Wysuszona szczepionka nie potrzebuje łańcucha chłodniczego. Testy wykazały, że Nanopatch można przechowywać w 37ºC przez 10 tygodni lub w 23ºC przez cały rok i szczepionka nadal będzie aktywna.

Podsumowując, dzięki Nanopatch szczepienia będą bezbolesne, bardziej skuteczne, a przede wszystkim tańsze i łatwiej dostępne. Wszystkie te zalety mają ogromne znaczenie, szczególnie w państwach ze słabo rozwiniętymi systemami ochrony zdrowia, w których upowszechnienie szczepień jest wręcz priorytetowe. Cel naukowców jest szczytny, ale też bardzo ambitny – planują dostosowanie Nanopatch do przeciwdziałania malarii, gruźlicy, a nawet HIV w najbiedniejszych regionach świata. Przed nimi sporo pracy. Miejmy więc nadzieję, że dalsze badania również przyniosą pozytywne rezultaty.

Więcej informacji:
Pearson FE, McNeilly CL, Crichton ML, Primiero CA, Yukiko SR, et al. (2013) Dry-Coated Live Viral Vector Vaccines Delivered by Nanopatch Microprojections Retain Long-Term Thermostability and Induce Transgene-Specific T Cell Responses in Mice. PLoS ONE 8(7): e67888. doi:10.1371/journal.pone.0067888
Rzetelne informacje na temat szczepień można znaleźć na stronie http://szczepienia.pzh.gov.pl.
Zdjęcie (C) Unicum | Dreamstime Stock Photos & Stock Free Images
PEŁNY TEKST ARTYKUŁU
Print Friendly

O autorze

Krystyna Wasilewska

Absolwentka biologii i filologii angielskiej UwB. Obecnie doktorantka Zakładu Genetyki Medycznej WUM. Wciąż ciekawa świata, pełna podziwu dla jego złożoności i nieustannie głodna wiedzy. Poza zajęciami i pracą w laboratorium, tłumaczy, podróżuje, czyta, poznaje ludzi i siebie.

  • Maciej

    Ciekawa historia, pytanie brzmi – kto będzie miał większe zyski: innowatorzy czy producenci tradycyjni.

  • Pingback: Koniec z igłą i strzykawką &ndas...()

  • LeeAxe

    W tekście jest błąd tłumaczenia nie chodzi o silikonowy kwadracik tylko o krzemowy kwadracik o boku 4mm, w angielskim taka sama nazwa dla dwóch tych materiałów. Pozdrawiam autora jeżeli to przeczyta to niech zmieni :)

    • mparzuchowski

      Poprawione – dzięki za sygnał

  • Ludzie uwielbiają wszelkie „fobie”, teraz „fobią nazywa się dosłownie wszystko: od uprzedzenia, niechęci przez obawę po strach. Gdyby 10-20% społeczeństwa dotyczył paniczny lęk przed igłami, żadna z tych osób nie byłaby nigdy na nic zaszczepiona, nie miała podanego zastrzyku ani pobranej krwi! Fobia sprawiłaby, że te osoby nie poddałyby się dobrowolnie zabiegom! Nazywajmy więc rzeczy po imieniu: niechęć do igieł dotyczy większości społeczeństwa, ale fobie są z pewnością zjawiskiem marginalnym. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z nimi w swojej pracy.

    • henk

      Racja! To raczej niechęć niż fobia

    • ramzes

      A ja tak – często mam do czynienia z mdlejącymi osobami podczas pobierania krwi oraz ze skokami ciśnienia przed założeniem dostępu do żyły…

      • Wykonuję te czynności na co dzień w swojej pracy i zdarza mi się nie częściej niż raz na kilkaset osób. Może masz do czynienia z innymi pacjentami, a może wykonujesz zabiegi w bardziej „inwazyjny” sposób albo pacjenci boją się Ciebie ;-)

  • nope

    Nie cieszcie się. Krew do analiz będziemy nadal pobierać Wam jak dotychczas:)

  • Krzychu Polska

    Teraz pytanie, czy aby na pewno Każde szczepienie jest potrzebne? Czy czasem nie zabijamy odporności nabytej? Nie pamiętam kiedy ostatnio miałem szczepionkę, pewnie w liceum. Puki co choruje jak każdy. Z tym, że pracuje w temp różnych(chłodni ale nie bezpośrednio, raczej bardziej jestem wystawiony na duże chwilowe zmiany temperatur) Mimo to lekarz coraz rzadziej przepisuje mi antybiotyki. I w sumie nie dziwie się, sranie antybiotykami przy przeziębieniu nikomu nie pomorze.
    A szczepionki czasami dają niepożądane efekty… Wiec na ile są ważne? Wyjaśnijcie mi.