Chemia Środowisko

Krewetki na haju

Farmaceutyki to – w granicach rozsądku – zbawienie ludzkości i cud XX wieku. Olbrzymi postęp medycyny w ostatnim stuleciu to przede wszystkim skutek odkrycia wielu setek, tysięcy, a może nawet milionów nowych leków. Nowe metody, nowe urządzenia też odgrywają ważną w tym rolę. Niemniej jeśli dobrze się nad tym zastanowić, to widać, że 90% przypadłości można wyleczyć albo środkiem przeciwbólowym albo antybiotykiem.
Leków zresztą zażywamy więcej niż potrzebujemy, stosując często, świadomie bądź nie, efekt placebo. Napychamy się aspirynami i ibuprofenami, gripeksami i syropami, koktajlami witaminowymi i antybiotykami, antydepresentami i przeczyszczaczami. I tak dalej, i tym podobne. Część z tych substancji ulega rozkładowi w organizmie. Ale wiele wydalanych jest z moczem, nie wspominając o lekach, które do tego wtórnego obiegu trafiają prosto z fiolki – a bo się przeterminowały, a bo się rozsypały, a bo jeszcze coś innego. I nikt nie zastanawia się, gdzie to wszystko spływa. A przecież w przyrodzie nic nie ginie, a ścieki nie parują i odlatują w kosmos tylko spływają do rzek, mórz, oceanów. I ktoś jednak – czy też coś – może je ponownie połknąć w tej czy innej formie. Nad skutkami tego jednak nikt nie rozpamiętuje. A może właśnie powinniśmy.

6 lat temu echem odbiła się praca grupy amerykańsko-pakistańskiej, która pokazała, ja duży wpływ na środowisko ma wprowadzanie różnych związków pochodzenia sztucznego (czyt. zsyntetyzowanych przez ludzi) w obieg ekosystemów. Grupa ta opublikowała w Nature wyniki badań nad populacją sępa bengalskiego (Gyps bengalensis). Swego czasu był to jeden z ważniejszych ptasich drapieżników w Indiach, gdzie jego populacja była niezwykle liczna. Jednak nagle, w połowie lat 90. nastąpił drastyczny spadej jej liczebności. Był to spadek o ponad 95%, który nagle uczynił z tego gatunku gatunek zagrożony wyginięciem…

Sęp bengalski

Badacze przeprowadzili sekcje zwłok blisko ćwierci tysiąca sępów. W 85% przypadków sępy miały charakterystyczne dla dny trzewiowej złogi kwasu moczowego na powierzchni organów wewnętrznych. Dna trzewiowa u ptaków jest często efektem niewydolności nerek i tym tropem podążyli naukowcy. Wykluczyli oni np. możliwość choroby zakaźnej (jak i kilka innych opcji, szczegóły w pracy) i doszli do wniosku, że całokształt obserwacji najlepiej pasuje do ostrej niewydolności nerek spowodowanej zatruciem. Kilka testów toksykologicznych później wiedzieli już, że nie jest to typowe zatrucie kadmem, miedzią, rtęcią czy arszenikiem. Wykluczyli wirusy ptasiej grypy, zapalenia oskrzeli i Zachodniego Nilu. Wykluczyli miedź, żelazo, manganiany, molibden i cynk, a także karbaminiany i organofosforany. Jednym zdaniem – było tam mnóstwo wykluczania, jednak ulotna pozostawała prawdziwa przyczyna.

Aż tu nagle bam! Brainwave. Sępy bengalskie żywią się głównie padłymi zwierzętami gospodarskimi. Badacze zwrócili się więc do weterynarzy, aby sprawdzić, co się zwierzakom podaje i znaleźć lek, który mógłby dać objawy znalezione u sępów. Szczęście im sprzyjało, bo na krótkiej liście został cały jeden kandydat – diklofenak.

Postawiwszy tę hipotezę badacze postanowili zrobić to, co umieli najlepiej, a mianowicie zbadać ją. W tym celu najpierw karmili zwierzęta hodowlane dietą zawierającą znaną ilość diklofenaku, a następnie, po uśmierceniu tych zwierząt nakarmiono nimi grupę sępów bengalskich. Kilka z nich zmarło na skutek niewydolności nerek już kilka dni po spożyciu naszpikowanego diklofenakiem mięsa. Symptomy występujące u ptaków, które zmarły po zjedzeniu mięsa zwierząt karmionych diklofenakiem porównano z symptomami u ptaków, którym diklofenak podano bezpośrednio. Wnioski w ogólności były następujące: tak, diklofenak może i najprawdopodobniej powoduje niewydolność nerek u sępów przyczyniając się znacznie do dramatycznego spadku ich liczebności. Problem jednak jest następujący – w Pendżabie, gdzie przeprowadzono badania, diklofenak jest jednym z najpowszechniejszych niesteroidowych leków przeciwzapalnych, w dodatku mocno reklamowanym jako panaceum do leczenia wszelkiego rodzaju chorób u zwierząt domowych. Marna więc szansa na to, że, mimo rozpoznania przyczyn wymierania sępów bengalskich (bo chyba można tu już mówić o wymieraniu), coś w tej kwestii się zmieni.

Pytanie jednak: jak to się ma wszystko do krewetek? Otóż to był tylko przykład, jak wprowadzane do ekosystemowego obiegu leki mogą dramatycznie wpływać na ten ekosystem. Innym znakomitym zaś przykładem – i tu już powoli będę przechodził to tych krewetek – jest praca na dniach opublikowana w branżowym piśmie Aquatic Toxicology.

W pracy tej Alex Ford z uczelni w Portsmouth publikuje wyniki swoich badań nad wpływem coraz bardziej obecnych w przybrzeżnych wodach morskich antydepresantów – a w szczególności fluoksetyny (znanej znacznie lepiej pod komercyjną nazwą Prozac) – na zachowanie krewetek Echinogammarus marinus. Ford uważa, całkiem słusznie zresztą, że odmienne zachowanie krewetek pod wpływem fluoksetyny może znacząco wpłynąć na ekosystemy morskie.

W istocie motywacja tej pracy jest dwojaka. Po pierwsze, wpływ fluoksetyny na zachowanie różnych zwierząt badano już wcześniej dość dogłębnie i w niejednym przypadku wykazano, że jest on co najmniej zauważalny, żeby nie powiedzieć, że znaczny. Po drugie, z wcześniejszych prac wiadomo, że niektóre pasożyty mogą wpływać na zachowanie krewetek poprzez działanie na poziomy serotoniny – neuroprzekaźnika nazywanego często hormonem szczęścia. Jest to właśnie związek, którego poziom w organizmie regulują leki takie jak fluoksetyna.

Najważniejszym odkryciem Forda była spostrzeżenie, że krewetki na fluoksetynowym haju są pięć razy bardziej skłonne do płynięcia w stronę światła niż w przeciwnym kierunku, oczywiście w porównaniu z krewetkami nieleczonymi. Ta szczególna zmiana zachowania ma olbrzymie znaczenie, oznacza bowiem, że krewetki na haju będę chętnie płynąć w stronę powierzchni morza, gdzie będę lepiej widoczne dla wodnych drapieżników i bardziej podatne na ataki ptaków.

Krewetkom los sępów chyba nie grozi. Chyba, bo nigdy nie wiadomo w końcu, jak i kiedy się to skończy. A nie wygląda na to, żeby ludzkość zamierzała w najbliższym czasie odstawić antydepresanty.

Kiedy więc następnym razem postanowicie spuścić w toalecie paczkę przeterminowanego Prozacu (tak tylko mówię, w końcu kto by chciał?), to pomyślcie o biednych krewetkach i ich bezmyślnym dążeniu do zagłady spowodowanym tymi lekami.

Więcej informacji:
Oaks, J., Gilbert, M., Virani, M., Watson, R., Meteyer, C., Rideout, B., Shivaprasad, H., Ahmed, S., Iqbal Chaudhry, M., Arshad, M., Mahmood, S., Ali, A., & Ahmed Khan, A. (2004). Diclofenac residues as the cause of vulture population decline in Pakistan Nature, 427 (6975), 630-633 DOI: 10.1038/nature02317
Guler, Y., & Ford, A. (2010). Anti-depressants make amphipods see the light Aquatic Toxicology DOI: 10.1016/j.aquatox.2010.05.019
Artykuł pochodzi z nicprostrzego.wordpress.com
Print Friendly

O autorze

Rafał Marszałek

Ja to ja. Rafał, student chemii na Imperial College London.
Biolog amator. Chemik eksperymentator. Poza tym – domator.
Kocham góry. I nie wstydzę się do tego przyznać.
Tyle. Reszta wyjdzie w praniu.