Psychologia

Opisywanie wątpliwości pomaga w zdawaniu egzaminów

Stres to uczucie, które znamy wszyscy. Stojąc twarzą w twarz wyzwaniem – egzaminem czy rozmową o pracę – wielu traci pewność siebie. Zaczynamy sobie wmawiać, że, tak po prawdzie, to nie umiemy zupełnie nic.  A dni przygotowań poszły na marne, bo w pustej głowie w najlepsze hula sobie halny wiatr. Jakby tego było mało – z każdą minutą jest coraz gorzej. Umysł po brzegi wypełnia się intelektualno-emocjonalnym spamem. Jak w nim nie utonąć?

Powiadają, że najlepsze rozwiązania to często proste rozwiązania.  I rzeczywiście – coś może być na rzeczy. Okazuje się bowiem, że skutecznym sposobem zwalczenia stresów związanych z podejściem do egzaminu może być… 10 minut pisania o swoich wątpliwościach. Tuż przed rozpoczęciem stresującego testu.

Tak przynajmniej wynika z badań przeprowadzonych przez Gerardo Ramireza i Sian L. Beilock z Uniwersytetu w Chicago. W artykule opublikowanym na łamach magazynu Science badacze opisują wnioski płynące z serii czterech eksperymentów. Z czego dwa zostały przeprowadzone w warunkach laboratoryjnych, dwa zaś – że tak powiem – w realu.

Podczas pierwszej części badań – tej przeprowadzonej w warunkach laboratoryjnych – badacze poprosili 20 studentów o rozwiązanie dwóch testów arytmetycznych (skądinąd dość zaawansowanych). Pierwszy test został przeprowadzony bez wywierania szczególnej presji na studentach. Ochotnicy mieli tylko i wyłącznie dać z siebie wszystko. Piąteczka przybita i do dzieła. Natomiast przed drugim testem zostali poinformowani, że będą pisać w parze z kimś, kto swój test już napisał i wypadł dużo lepiej, niż za pierwszym podejściem. Jeśli ochotnikowi uda się powtórzyć sukces partnera – obydwaj dostaną pieniądze. Jeśli nie – odejdą z pustymi rękoma. Jakby tego było mało – wszystko było obserwowane i rejestrowane. Psychologiczny panoptykon. Tuż przed rozpoczęciem owej koszmarnej (przynajmniej dla niektórych) próby, połowa studentów miała usiąść w ciszy, pozostała część miała zaś za zadanie przelać na papier swe uczucia i wątpliwości w związku ze zbliżającym się testem.

Podczas pierwszego – bezstresowego testu – studenci uzyskali podobne oceny. Natomiast podczas drugiego – grupa „pisząca” uzyskała wyniki o 5% lepsze. Ponadto, ekipa siedząca cicho miała wyniki średnio o 12% gorsze niż przy pierwszym podejściu. Od razu nasuwa się pytanie – na ile pomogło pisanie o uczuciach? Czy aby nie wystarczy, po prostu, coś napisać? Zajmując tym samym umysł intelektualnym żuciem gumy?

Okazało się, że nie wystarczy. Wątpliwości zostały rozwiane podczas kolejnej fazy badań. Tym razem, pierwsza grupa musiała – przed testem – pisać o czymś z egzaminem niezwiązanym. Druga zaś, standardowo, opisywać swoje lęki i wątpliwości. Okazało się, że i tym razem, Ci, którzy pisali o uczuciach mieli lepsze wyniki. Tym lepsze, im pełniejsze wzruszających trosk były ich zapiski. Mówiąc poetycko – słowo pisane dało duchowe ukojenie ich skołatanym nerwom.

Kolejna faza eksperymentów została przeprowadzona na poletku realnej – pisanej krwią i potem – edukacji. Badaniom poddano uczniów, którzy mieli przed sobą egzaminy na koniec szkoły średniej. Badania przeprowadzono 2 razy – za pierwszym razem testowano 51 uczniów, rok później 55. Na 6 tygodni przed egzaminem uczniowie musieli ocenić poziom swojego niepokoju w związku z nadchodzącym egzaminem.

Tuż przed samym testem uczniowie znaleźli koperty. W połowie była informacja, że muszą pisać o swoich uczuciach i niepokojach związanych z testem. Pozostali musieli pisać o czymś z egzaminem niezwiązanym. Tylko wtedy będą mogli podejść do egzaminu.

Co się okazało? Jeśli wziąć pod uwagę poprzednie eksperymenty – stało się to, co było do przewidzenia. Otóż pisanie o własnych wątpliwościach pozwoliło zniwelować – statystycznie rzecz ujmując – negatywne efekty stresu. Co ciekawe – tylko w przypadku osób, które uprzednio deklarowały wysoki poziom ogólnego niepokoju. Innymi słowy – im wyższy poziom deklarowanego stresu, tym lepsza skuteczność metody.

Cóż, zawsze coś. Jeśli zatem przesadnie często się denerwujesz – znasz już rozwiązanie.
ResearchBlogging.org

Więcej informacji:
Ramirez G, & Beilock SL (2011). Writing about testing worries boosts exam performance in the classroom. Science (New York, N.Y.), 331 (6014), 211-3 PMID: 21233387.
Print Friendly, PDF & Email

O autorze

Maciej Twardowski

Redaktor serwisu Racjonalista.pl. Sekretarz Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów i członek Zarządu ds. kontaktu z mediami. Współpracował z serwisem Badania.net. Publikował w prasie i mediach elektronicznych. Współpracował z kilkoma organizacjami pozarządowymi. Pracuje jako redaktor w branży e-commerce.

  • Sandra

    Ciekawi mnie, czy osoby, które pisały o lękach i wątpliwościach przed egzaminem, miały świadomość, że ktoś to będzie później czytał, czy wiedziały, że to co na piszą zostanie przy nich i nikt do tego nie zajrzy. Pozdrrawiam.

  • Asdas

    Chodzi Ci o aspekt etyczny, czy też uważasz, że taka wiedza (o tym, że ktoś będzie to czytał) mogła wpłynąć na wyniki eksperymentu?
    W pierwszym przypadku nie widzę powodu, dla którego kogoś owe zapiski miałyby obchodzić (poza tym zapewne były anonimowe). Sami uczestnicy powinni (tym bardziej, że to Science opublikowało) jednakże zostać o przebiegu eksperymentu powiadomieni (jeśli nie przed, to po eksperymencie) i zapewne mogli się po prostu z niego wycofać.
    Jeśli niepokoi Cię ta druga opcja, to w jaki sposób twoim zdaniem miałoby to zostać uznane za jakiegoś rodzaju zmienną?