Psychologia

Piękniejesz w otoczeniu innych ludzi

Jeśli szukasz partnera czy partnerki, nigdy nie rób tego pojedynczo. Kolega i koleżanka towarzysząca Ci w wyjściu do klubu nie tylko zwiększy Twoją pewność siebie – zwiększy również Twoją atrakcyjność!

Doktor Edward Vul i jego współpracownicy udowodnili w pięciu eksperymentach, że jesteśmy postrzegani jako bardziej atrakcyjni w grupie niż kiedy nasza fizyczność oceniana jest w osamotnieniu. Badacze nazywają to zjawisko „efektem cheerleaderki” – jednostka nabiera atrakcyjności w oczach obserwatora, jeśli towarzyszą jej inne osoby.

W eksperymencie uczestnicy oceniali atrakcyjność osób prezentowanych na zdjęciach w dwóch wariantach: pojedynczo lub w grupie. Okazało się, że osoby oceniane były lepiej, jeśli pozowały w grupie. Co ważne, efekt wpływał na wydawane oceny zarówno dla męskich jak i kobiecych twarzy. W kolejnym eksperymencie, badacze ponownie pokazywali uczestnikom zdjęcie indywidualne lub grupowe i prosili o ocenę atrakcyjności danej osoby. Dodatkowo, manipulowali wielkością grupy (4, 9 i 16-sto osobowa). Zgodnie z wcześniejszymi wynikami, okazało się, że osoba była postrzegana jako najmniej atrakcyjna, jeśli była prezentowana samodzielnie. Co ciekawe, wielkość grupy nie miała znaczenia. Nie jest to przesadnie silny efekt – w omawianych badaniach udowodniono wzrost atrakcyjność średnio jedynie o ok. 2%. – Jednak te kilka procent poprawy dla niektórych z nas „może być bezcenne” – przekonuje doktor Vul.

(C) Association for Psychological Science

Wystarczą trzy koleżanki aby istotnie zwiększyć oceny atrakcyjności jednostki

Vul i jego współpracownicy w dalszych badanich pokazali również, że „efekt cheerleaderki” jest silniejszy w sytuacji niepewności, tzn. osoby oceniane były jako szczególnie atrakcyjniejsze, jeśli były prezentowane w grupie, a najsilniej efekt ten był widoczny dla zdjęć zamazanych i nieostrych (w porównaniu do zdjęć poprawnie wyostrzonych). Dlaczego tak się dzieje? Badacze wyjaśniają, że za ten układ wyników odpowiedzialna jest tendencja do preferowania twarzy przeciętnych. Patrząć na grupę, uśredniamy atrakcyjność poszczególnych jej członków. Innymi słowy, grupa postrzegana jest jako całość, a atrakcyjne koleżanki (lub koledzy), mogą spowodować, że nawet mało atrakcyjna osoba w grupie „rozkwita”.

Więcej informacji:
Walker D. & Vul D. I. E. (2013). Hierarchical Encoding Makes Individuals in a Group Seem More Attractive, Psychological Science. doi: 10.1177/0956797613497969
Zdjęcie (C) www.flickr.com by Shane Michael Black

 

[ct_button url=”http://www.evullab.org/pdf/WalkerVul-PS-2013.pdf” style=”btn btn-info” size=”large” type=”square” target=”_blank”] PEŁNY TEKST ARTYKUŁU[/ct_button]
Print Friendly

O autorze

Agnieszka Pietraszkiewicz

Doktor psychologii związany ze Szkołą Wyższą Psychologii Społecznej, Wydziałem Zamiejscowym w Sopocie. Aktualnie przebywa na stypendium Post-doc na Uniwersytecie w Bern. Interesuje się psychlogią emocji oraz postrzeganiem społecznym.

  • Maciej

    Ponieważ w grupie trudno skupić się na pojedynczym osobniku, posiadamy swoisty mechanizm – „wszyscy są atrakcyjni, a potem się zobaczy” – dokładnie taki sam efekt uzyskano by badając dzieci na okoliczność zabawek, albo szympansy przy wyborze banana.
    „a najsilniej efekt ten był widoczny dla zdjęć zamazanych i nieostrych” – dokładnie tak! skoro nie ma pewności to „biorę wszystko”.

    Ale bez jaj, nie nazywajmy takich dociekań nauką.

    • mparzuchowski

      @Macieju – zdziwisz się być może, ale badania Vula i współpracowników są akurat bardzo dobrym przykładem autoreplikującej się serii prostych eksperymentów z poszanowaniem wszystkich zasad naukowości. Wylicz proszę argumenty metodologiczne dlaczego uważasz, że tezy tego artykułu zostału dowiedzione w sposób nienaukowy…

      • Maciej

        Ja nie twierdzę że wnioski zostały osiągnięte w sposób „nienaukowy” – po prostu nie nazywam nauką wydawania pieniędzy na badania które dają wyniki możliwe do przewidzenia dla średnio rozgarniętego człowieka (mam na myśli siebie) który umie patrzeć na świat. Zresztą patrzeć nawet nie trzeba, wielu pisarzy też to dostrzegło.

        • mparzuchowski

          Jeśli sądzisz, że intuicja pojedynczej (nawet rozgarniętej) osoby jest wystarczającym dowodem, to nie widze potrzeby prowadzenia żadnych badań – wystarczy pozostawić do obalania tez wystarczająco rozgarniętą osobę.

          Niestety nie tak działa nauka – każdą tezę (obojętnie czy przewidywalną czy nie) trzeba właściwie przetestować i intuicja jest na czarnej liście „właściwego” działania w ramach nauki. Nikt nie opublikowałby odkrycia do którego nawet ekstremalnie rozgarnięty naukowiec doszedłby za pomocą intuicji.

        • Maciej

          Akapit pierwszy – w rzeczy samej – także nie widzę potrzeby wywarzania drzwi otwartych na oścież, udowadniania rzeczy nieistotnych i wydawania sporych sum na finansowanie czyjegoś hobby.

          Nauka działa w sposób możliwie prosty: model – weryfikacja, teoria – eksperyment.
          Newton nie dlatego jest wielki że opisał iż jabłko spada na ziemię – bo to każdy średnio rozgarnięty może sam zaobserwować, ani dlatego że przeprowadził autoreplikujący się eksperyment i podrzucając setkę jabłek „udowodnił” iż one spadają na ziemię z powtarzalnością 100 / 100 (w psychologii i pokrewnych -100 / 100 to utopia prawda?). Ale dlatego że stworzył model matematyczny który wyjaśnił czemu jabłko zawsze MUSI upaść na Ziemię (o ile nie zadziałają inne siły w określony sposób).

          Gdyby Vula udokumentował mechanizm ewolucyjny takiego behawioru to było by fajnie, gdyby wyjaśnił procesy neuronalne było by super – ale On po prostu podrzucił sto jabnłek i one spadły na ziemię…

        • mparzuchowski

          Odnosząc się do pierwszego akapitu twojej wypowiedzi, pełna zgoda – każdy projekt nie tylko powinien być naukowy ale musi też wnosić cokolwiek do dziedziny i testować nową hipotezę.

          Drugi akapit też nie budzi moich wątpliwości, jednak musisz być realistyczny w swojej ocenie – licząc, że każde badanie o którym przeczytasz będzie przełomem na miarę Newtona ryzykujesz, że spędzisz całe życie krytykując każdy możliwy projekt.

          Specjaliści z bardzo dobrego czasopisma (procent prac przyjętych do druku to mniej niż 20) uznali, że badania Vula ten warunek spełniają i posuwają naprzód naszą wiedzę na temat proces wydawania ocen – mimo, że hipoteza wydaje Ci się intuicyjna nikt jej wcześniej nie przetestował!
          :)

        • Maciej

          W żadnym razie nie zamierzam polemizować z pozycją owego czasopisma – z drugiej strony jest ono nastawione na publikacje prac z tej określonej dziedziny, a wiec siłą rzeczy na dość zawężone pole analizy – trudno oczekiwać aby za nienaukowe uznało publikowane przez siebie prace, bo wtedy podważyło by sens własnego istnienia.

          Tymczasem mi osobiście trudno uznać tego typu badania za naukę – gdyż de facto żadna nauka z nich nie płynie, są jedynie statystyczną analizą pewnych ludzkich zachowań w określonych sytuacjach. Co śmieszniejsze, jedyne potwierdzone w praktyce modele poznawcze odnoszą się do zachowań konsumpcyjnych i wyborczych, a i to potwierdzają się jedynie w dużej skali statystycznej. Trochę mało nieprawdaż?