Psychologia

Ślusarz Ślusarczyk

Wybór miejsca zamieszkania czy przyszłej pracy to decyzje życiowe, bardzo ważne, wymagające głębokich przemyśleń, porównań, analiz, ocen. Każdemu z nas wydaje się, że przy takich dużych sprawach dogłębnie sprawdzamy każdą z opcji i wybieramy najlepszą z możliwych. Ciekawą alternatywę proponują jednak Brett W. Pelham wraz z drużyną ze Stanowego Uniwersytetu Nowego Jorku w Buffalo. Według nich, znaczącą rolę przy podejmowaniu życiowych decyzji mają tak błahe argumenty jak podobieństwo wybieranej opcji do naszego imienia czy daty urodzenia.

Teoria ich autorstwa nosi miano ukrytego egotyzmu (Implicit Egotism). Opublikowane w 2002 roku badanie o charakterze analizy danych statystycznych dowiodło, że istotnie ludzie charakteryzują się ciągotami do miejsc czy rzeczy, które w jakimś stopniu podobne są do kojarzonych ze sobą właściwości.

W pierwszym badaniu autorzy teorii sprawdzili za pomocą bazy danych osób zmarłych, ile osób wybiera na miejsce zamieszkania miasto, którego trzy pierwsze litery zgadzają się z początkiem imienia danej osoby. By uwidocznić różnice powstały pary imion i większych miast: Mildred–Milwaukee, Virginia–Virginia Beach, Jack–Jacksonville oraz Philip–Philadelphia. Następnie, na przykład w przypadku kobiet, porównywano liczbę Mildred mieszkających w Milwaukee z tymi mieszkającymi w Virginia Beach i na odwrót. W każdym przypadku wynik badania potwierdzał prawdziwość teorii. Różnice statystyczne odbiegające od średniej dochodziły do ponad 120 osób, przy pojedynczym badaniu 1409 kobiet. Podobne wyniki dały kolejne badania, biorące pod uwagę początek nazwiska oraz stanu w którym dana osoba żyje, początek nazwiska i miasta, czy imienia i stanu.

Jak widać, miasto które dzieli z nami trzy pierwsze litery w naszym mniemaniu może być idealnym miejscem na spędzenie reszty życia.

Mając do dyspozycji tak datę zgonu jak i urodzenia, sprawdzono następnie jak czas naszego przyjścia na świat wpływa na wybór miasta w którym żyjemy. Kolejny raz hipoteza badaczy okazała się słuszna – więcej niż by to wynikało z przypadku osób np. z dwójką w dacie urodzenia za swoją siedzibę wybiera miasto Two Harbors. Zależność ta zaistniała również w przypadku Three Oaks, Six Mile jak i w kolejnych, analogicznych przykładach.

Następnie badacze odstąpili od sprawdzania miejsca zamieszkania na rzecz wybranego życiowego zawodu. Wybrali do porównania dentystów i prawników. Internetowe listy związków obu tych profesji pozwoliły przeprowadzić analizę opierającą się na ocenie podobieństwa imienia do danego rodzaju pracy. I tak Denise, Dena, Denice, Denna, Dennis, Denis, Denny, Denver byli poszukiwani przez badaczy jako dentyści a Laura, Lauren, Laurie, Laverne, Lawrence, Larry, Lance i Laurence jako prawnicy (ang. Lawyer). Również na tym polu wyliczona średnia wartość różniła się na korzyść autorów hipotezy.

Nazwy, które w jakiś sposób przypominają nam nas samych, budzą dobre skojarzenia, ponieważ mamy o sobie dobre mniemanie. Dlatego nieświadomie faworyzujemy opcje, które przypominają nam własne imię czy datę urodzenia. Nawet przy tak ważnych decyzjach jak wybór miejsca zamieszkania czy przyszłej kariery zawodowej.

A czy Wy znacie jakiś ślusarzy Ślusarczyków?
ResearchBlogging.org

Więcej informacji:
Pelham, B., Mirenberg, M., & Jones, J. (2002). Why Susie sells seashells by the seashore: Implicit egotism and major life decisions. Journal of Personality and Social Psychology, 82 (4), 469-487 DOI: 10.1037//0022-3514.82.4.469
Print Friendly

O autorze

Jędrzej Kamiński

Absolwent Sopockiego SWPS. Z zamiłowaniem oddaje się opisywaniu psychologii oraz grzebaniu w neuronach na swojej stronie neurotyk.net.

  • mall

    A ja bym chciał zobaczyć czy aby na pewno mamy do czynienia ze zjawiskiem dotyczącym ludzi w ogólności. Czy podobna zależność istnieje np. w Chinach? Albo choćby w Polsce?
    Ciekawe, ja duży wpływ na te decyzje ma kultura danego kraju (w Europie zdaje się rzadziej zmienia się miejsce zamieszkania) albo język, którym się badani posługują.

  • Wojtek Nagaj

    Myślę, że warto tu przytoczyć jedną, może nieco sarkastyczną, konkluzję, jaką podają autorzy tego badania:
    (…) Jeśli tak ważne decyzje, jak ta gdzie mamy mieszkać czy w kim się zakochać zależy od kaprysu naszych rodziców jakie dać nam imię, to poczucie kontroli, którego doznajemy podczas podejmowania ważnych decyzji życiowych jest raczej zwykłą iluzją.(…)
    Taa, a nam się wciąż wydaje, że wszystko kontrolujemy…

    • Bo jednak w jakimś stopniu kontrolujemy (jeśli nie liczyć koncepcji wolnej woli jako konstruktu zupełnie iluzorycznego). Efekty te są słabe, wybór imienia nie jest aż tak znaczący, ale istotny.

      Warto się jednak zastanowić, jeśli zamierzamy nadać swojemu dziecku imię „Najniższa Możliwa Stawka” :>