Inżynier automatyki i robotyki. Utrzymuje się z projektowania systemów bazodanowych. Dorywczo koordynator badań klinicznych. Członek Association for Computing Machinery. Założyciel i opiekun zespołu obliczeń rozproszonych BOINC@Poland. Na koncie jeden maraton i aspiracje do kolejnych.
W listopadzie 1970 Łunochod 1 zjechał z rampy lądownika Łuna 17 na sypki regolit Mare Imbrium. Stał się tym samym pierwszym zdalnie sterowanym pojazdem zdolnym do podróży po powierzchni innego ciała niebieskiego. Jego tropem podążyło… zaskakująco niewiele misji. Na Księżycu wylądował jeszcze bliźniaczy Łunochod 2. Trzeba było czekać aż do 1997 roku, na to by maleńki Sojourner stał się pierwszym łazikiem wędrującym po piaskach Marsa. Na czerwonej planecie znalazły się jeszcze w 2004 zaskakująco długowieczne Spirit i Opportunity i jak dotąd to tyle jeśli chodzi o roboty jeżdżące po innych światach. To jednak wkrótce ma się zmienić.
Począwszy od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku, co jakiś czas naukowcy decydują się wysłać w przestrzeń kosmiczną przekaz adresowany do pozaziemskich cywilizacji. Jak dotąd wysłano trzy takie wiadomości (fragment pierwszej z nich na ilustracji obok). Za każdym razem jednak, inna była metoda zakodowania wiadomości. Młodzi doktoranci astrofizyki z USA i Francji proponują metodę, na stworzenie uniwersalnego protokołu komunikacyjnego, który dałby możliwie największe prawdopodobieństwo zrozumienia, przez istoty całkowicie od nas odmienne.
Niby nic nowego. Wszak, poprzednie wiadomości, też były konstruowane z myślą o tym, że będą je odczytywać formy życia, które wyewoluowały w zupełnie innych warunkach, a więc posługujące się najprawdopodobniej innym zestawem zmysłów, nie mówiąc już o różnicach kulturowych.
Ukryte przy drogach, zdalnie detonowane ładunki wybuchowe stały się zmorą żołnierzy biorących udział w misjach w Iraku i w Afaganistanie. W laboratoriach trwają zatem prace nad opracowaniem nowych, skuteczniejszych sposobów wykrywania materiałów wybuchowych na odległość. Jedna z metod opiera się na obserwacji wiązki laserowej, która rozprasza się na obecnych w powietrzu cząsteczkach związków chemicznych. Aby jednak zastosować taką metodę, ładunek musi znaleźć się między źródłem wiązki, a detektorem. Warunek raczej nie do spełnienia w konwoju wojskowym. Czy na pewno?
Gdy myślimy o statkach kosmicznych dostarczających zaopatrzenie na Międzynarodową Stację Kosmiczną (MKS), oczyma wyobraźni widzimy przede wszystkim amerykańskie wahadłowce, oraz rosyjskie Sojuzy i Progresy. Tymczasem od pewnego czasu, oprócz NASA i RosKosmosu, jeszcze dwie agencje kosmiczne są w stanie regularnie wysyłać na orbitę statki z zaopatrzeniem. Europejska ESA dysponuje pojazdami ATV, a japońska JAXA – HTV. Przyjrzyjmy się im dzisiaj bliżej, bo oba są na swój sposób unikalne.
Porusza się bezszelestnie. Może zanurzyć się na 700 metrów i przebywać pod wodą blisko dwie godziny. Jedno ładowanie akumulatora wystarcza mu, aby przepłynąć wiele setek kilometrów. SG503 Ice Dragon to wyjątkowy przyrząd badawczy, który pomoże lepiej zrozumieć jak zmienia się ekosystem w wodach otaczających Antarktydę.
Obserwacje środowiska kryjącego się wiele metrów pod powierzchnią wody jest dość trudnym i kosztownym zadaniem. Po dziś dzień, podstawową metodą zbierania danych są kosztowne rejsy statków badawczych wyposażonych w specjalistyczną aparaturę pomiarową. Ceny takich badań sprawiają, że nie możemy ich przeprowadzać z taką częstotliwością, jaka mogłaby dać naukowcom rzeczywisty wgląd w dynamikę podwodnych ekosystemów. Dr Walker Smith z Virginia Institute of Marine Science, który od blisko 30 lat bada ekosystem Morza Rossa, porównuje to do sytuacji, gdy chcemy zrozumieć akcję popularnego serialu telewizyjnego oglądając dwa odcinki rocznie.
Szkło, z którym mamy do czynienia na co dzień, nie ma zbyt dobrej renomy jeśli chodzi o wytrzymałość. Każdy z nas ma na koncie przynajmniej kilka stłuczonych szklanek, butelek czy słoików. Niektórzy pewnie zaliczyli też szyby w oknach, a właściciele samochodów klną cicho pod nosem, gdy kamień spod kół ciężarówki zostawi ślad na przedniej szybie.
Okazuje się jednak, że szkło jest tak naprawdę bardzo wytrzymałym materiałem. Potrafi przenosić bardzo duże obciążenia. Jego wadą jest tak naprawdę kruchość. Gdy w szklanym elemencie pojawi się mikroskopijny nawet defekt, pod wpływem obciążeń bardzo szybko rozrasta się on prowadząc do całkowitego zniszczenia elementu.
Zwykła, przezroczysta taśma klejąca, mimo że niepozorna, potrafi zaskoczyć. Pisaliśmy już jak za jej pomocą uzyskać grafen. Dzisiaj zobaczymy, że można jej użyć jako źródło promieni Rentgena.
Historia tego odkrycia sięga roku 1939, gdy zauważono, że gwałtownie rozwijana taśma klejąca emituje słabe światło. Możecie zresztą sprawdzić to sami. Wystarczy rolka taśmy i zaciemnione pomieszczenie. Zjawisko to, już wówczas dość dobrze znane, nosi nazwę tryboluminescencji (nie ma nic wspólnego z kołami zębatymi). Występuje bardzo często gdy rozdzielamy materiały złożone z cienkich warstw.
Wizualizacja stworzonego układu. Ilustracja z materiałów prasowych Karlsruher Institut für Technologie.
Pęd do miniaturyzacji nigdzie chyba nie jest widoczny tak, jak w elektronice. Dla przeciętnego zjadacza chleba objawia się to tym, że coraz łatwiej zgubić telefon komórkowy, który w dodatku ma moc obliczeniową porównywalną z mocnymi stacjami roboczymi sprzed 10 lat.
Osoby bliżej obserwujące na przykład rynek mikroprocesorów, z pewnością wiedzą, że ich producenci prześcigają się w stałym usprawnianiu procesów technologicznych tak, aby na tej samej powierzchni, zmieścić jak najwięcej struktur półprzewodnikowych. Niestety, każdy kolejny krok w kierunku miniaturyzacji układów krzemowych staje się coraz bardziej kosztowny, a to między innymi z powodu barier jakie stawia sam materiał, czyli krzem.
Dzisiejszy artykuł będzie w trochę innej formie, niż ta którą przyjęliśmy na naszym portalu. Zamiast koncentrować się na jednym konkretnym temacie, postaram się wymienić najciekawsze wydarzenia z interesujących mnie dziedzin, które mają odbyć się w nadchodzącym roku.
Astronautyka
Będzie ciekawie. Na luty i kwiecień zaplanowane są dwa ostatnie loty programu Space Shuttle. Kończy się epoka niezbyt udanej, ale bardzo użytecznej kosmicznej ciężarówki. W kwietniu i czerwcu z kolei mają odbyć się drugi i trzeci lot Dragona. Podczas czerwcowego lotu ma nastąpić dokowanie kapsuły do Międzynardowej Stacji Kosmicznej. Wydarzenie bez precedensu, a od jego powodzenia zależy dalszy los zarówno SpaceX jak i NASA – być może bowiem w przyszłym roku podjęta zostanie decyzja czy sektor prywatny dostanie zlecenia na transport astronautów na orbitę okołoziemską.
Pieniądze prawdopodobnie zawdzięczamy Fenicjanom. Ich oparte na morskim handlu imperium nie mogłoby sprawnie funkcjonować, gdyby obrót towarami odbywał się na zasadach barteru. Dzisiejszy świat, zgodnie ze słowami piosenki, kręci się wokół pieniądza, zaś on sam stał się obiektem badań naukowców. Dzisiaj zobaczymy, czego możemy dowiedzieć się obserwując obieg pieniądza… ale nie tak jak zwykli to robić ekonomiści. Tym razem przyglądać się będziemy jak podróżują poszczególne banknoty.
Od ponad dziesięciu lat możemy natrafić na banknoty jednodolarowe, opieczętowane adresem strony internetowej wheresgeorge.com. Gdy udamy się pod ten adres dowiemy się, że „Where’s George?” to projekt mający na celu śledzenie jak, pod względem geograficznym, odbywa się przepływ banknotów. Nazwa oczywiście nawiązuje do George’a Waszyngtona, którego podobizna widnieje na banknocie jednodolarowym. Wystarczy wpisać numer seryjny i lokalny kod pocztowy, aby system zanotował następny etap w odysei danego dolara. Każdy może też samodzielnie oznaczyć nowy banknot i wprowadzić go po raz pierwszy do systemu.